Kiedy się ocknęłam widziałam delikatnie rozmazane twarze Justina i Dylana. Ten drugi delikatnie poklepywał mnie w policzek próbując docucić. Z każdą chwilą denerwowało mnie to, co robił. Gdy byłam zdolna skleić zdanie wykrztusiłam:
- Spróbuj jeszcze raz a na stałe przymocuję ci ręce do tułowia.
Dylan się uśmiechnął. Spróbowałam usiąść. Poczułam ból głowy. Przeszywający. Twarze chłopaków wydawały się coraz bardziej wyraźne, mimo zawrotów głowy.
Wyszeptałam żeby zaprowadzili mnie do domu.
Poczułam, że już nie dotykam ziemi. Unosiłam się, co wskazywało na to, że któryś z nich mnie niósł. Otworzyłam oczy, na tyle na ile było to możliwe. Ujrzałam Justina, który co jakiś czas zerkał na mnie z promieniejącym uśmiechem. Delikatnie się uśmiechnęłam i zamknąwszy oczy oparłam głowę o jego pierś.
Toczyłam wojnę z bólem głowy. Był nie do wytrzymania. Po policzku spłynęła mi samotna łza. Nie mogłam jej zdusić w zarodku. Tył głowy mnie bolał.
- Co jest? – zapytał, Dylan podchodząc do niosącego mnie Biebera.
- Boli – odparłam. – Bardzo.
Justin otarł kciukiem łzę i opiekuńczym tonem powiedział:
- Może pójdziemy z tym do szpitala?
Zaprzeczyłam ruchem głowy, czego szybko pożałowałam. Ignorując ból zastanawiałam się czemu tak właściwie Justin mnie niesie. Gdybym pozwoliła mu się tak nieść bez powodu to bym go wykorzystała i tyle.
- Wiesz, myślę że możesz mnie postawić.
- Nie. Jesteś blada, twierdzisz, że bardzo cię boli nawet nie wiem co ale doniosę cię do domu.
Postanowiłam się o to nie wykłócać. Miałam wrażenie, że z każdą sekundą jestem coraz słabsza.
Tak skupiłam się na bólu, że nawet nie zauważyłam, kiedy minąwszy furtkę weszli po schodach na werandę.
- Jest jakaś kartka na stoliku – odezwał się Dylan, kiedy ja czułam jak Justin wraz z moim ciałem siada na schodkach.
Poprawiłam się. Teraz siedziałam mu na kolanach, z zamkniętymi oczami i z zawieszonymi na szyi rękami.
- Twoja mama napisała, że pojechała z Mirandą do pani Beagles i wrócą jutro popołudniu. Jest tam też, że masz pięćdziesiąt dolarów na stole w kuchni a kolację w lodówce.
Bieber zaczął się podnosić.
- Gdzie masz klucze?
Spróbowałam sobie przypomnieć gdzie mama je chowała, kiedy albo ja albo moja młodsza siostra ich nie posiadałyśmy.
- Pod doniczką na stoliku – powiedziałam słabym głosem.
Dylan otworzył drzwi i przytrzymując je przepuścił Justina, który nadal mnie taszczył. Idąc na ślepo dotarł do salonu, gdzie położył mnie na skórzanej kanapie. Nakazał Dylanowi, który bardziej orientował się w rozmieszczeniu pokoi, iść po szklankę wody.
- Lepiej? – zapytał Bieber dotykając delikatnie mojego policzka jakbym była lalką z porcelany.
- Lepiej – odpowiedziałam siadając.
Tym razem ustawały zawroty głowy, a jedyny ból przeszywający okolice płatu czołowego już mi tak nie przeszkadzał jak wcześniej.
Zdobyłam się na uśmiech. Pomasowałam skronie czekając na Dylana. Kiedy przyszedł podał mi szklankę.
- Dziękuję.
Wypiłam wodę, po czym odstawiłam szklankę na podłogę.
____________________________
Jest okrągła 5. Cieszę się i liczę na komentarze.
Wkrótce wykupię reklamę u Martyny Dembińskiej więc blog stanie się sławniejszy :)
świetny rozdział, nie mogę doczekać się, co będzie dalej ^^ Podoba mi się postawa Justina, taka opiekuńcza xd
OdpowiedzUsuńBieber-love-story.blogspot.com
PS. Będziemy się informować o nowych notkach?
Truskawkowa.: Jasne :) Będę zostawiać info w komentarzach na Twoim blogu, a ty zostawiaj u mnie.
OdpowiedzUsuń46 year old Software Consultant Walther Tear, hailing from Quesnel enjoys watching movies like Stargate and Cooking. Took a trip to Monarch Butterfly Biosphere Reserve and drives a Ferrari 275 GTB/4 ART Spyder Alloy. Wiecej informacji tutaj
OdpowiedzUsuń