czwartek, 15 lipca 2010

Rozdział 3


Gdy tylko wspomniałam przy obiedzie, że idę w piątek do kina z Justinem Bieberem mama zaczęła wygłaszać mi swoje wątpliwości.
- Spotykanie się z gwiazdą nie przyniesie niczego dobrego – stwierdziła podając zapiekankę z serem i szynką. – Po za tym zawsze się znajdzie ktoś, kto da cynk paparazzim.
Przesada. Jeden wypad do kina nic nie zmieni. Paparazzi? Cóż. Tu już nie mam argumentów.
- Mamo daj spokój. Idziemy tylko obejrzeć „Oszukać przeznaczenie 4”. Co może się stać?
Miranda patrzyła na mnie błagalnym wzorkiem. Jak mały szczeniaczek. Podobnie z resztą jak Justin, kiedy prosił o wyrwanie z łap tych wszystkich licealistek.
- Co? – zapytałam pochłaniając swoją porcję zapiekanki.
- No wiesz. On tu przyjdzie.
Upiłam łyk soku pomarańczowego.
- I w związku z tym?
- Myślisz, że podpisze mi się na wszystkich plakatach? – odpowiedziała pytaniem na pytanie z rozmarzonym wzorkiem.
- Jeden. Nie zapominaj, że przychodzi do mnie a nie do ciebie – skwitowałam naciskając na słowo „mnie”.
Dokończywszy obiad pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, po czym sprawdziłam pocztę. Miałam tonę spamów, biuletyny wydawnictw i wiadomość od KylieSnow. Chłopaka, z którym pisałam od dawna.

Hej. Długo ze sobą piszemy, prawda? Może byśmy kiedyś się spotkali? Skoro obydwoje mieszkamy w California Lake..

Nie wiedziałam, co odpisać. Z jednej strony chciałam go poznać. Fajnie mi się z nim gadało i w ogóle. Tylko w głębi obawiałam się tego spotkania.
Postanowiłam mu napisać:

Ostatnio mam dużo spraw do załatwienia. Ale możemy się spotkać, kiedy będę miała więcej wolnego czasu.

Wydało mi się to stosowną odpowiedzią. W każdym razie jedyną, jaką mogłam w tej chwili wymyślić.
Wyłączyłam laptopa. Miałam ochotę pojeździć, na deskorolce.
Podeszłam do szafy, po czym wygrzebałam z niej stary T-Shirt z nadrukiem i znoszone, jeansowe szorty. Przebrałam się w łazience, porwałam deskę i komórkę. Zbiegłam po schodach na dół i mówiąc mamie gdzie idę wyszłam z domu.
Zastanawiałam się po kogo mogę pójść. Justin odpadał. Nie chciałam żeby to wyglądało tak jak nie powinno. W szkole spędzaliśmy stanowczo za dużo czasu. Po za nią postanowiłam poświęcać więcej czasu przyjaciołom.
Zadzwoniłam do Dylana.
- Hej – przywitałam się jadąc na deskorolce.
- Hej.
- Gdzie jesteś?
- W domu – odparł znudzonym głosem. – Nudzę się.
- Jestem przed twoim domem. Chodź do Skate Parku.
- Schodzę – stwierdził, po czym się rozłączył.
Przejechałam przez ulicę i usiadłam na krawężniku. Patrzyłam na zachodzące słońce mrużąc oczy. Wyglądało pięknie zlewając się z palmami przy plaży. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Nagle widok przysłoniły się mi czyjeś dłonie.
-   Zgadnij, kto? – usłyszałam bardzo mi znajomy głos.
-   Dylan.. – odparłam podsuwając deskorolkę pod stopy.
Ponownie miałam możliwość obserwowania domów przy 7th Avenue, słońca i rozbijających się o brzeg fal.
- Skąd wiedziałaś? – zapytał Dylan trzymając swoją deskorolkę. Stanął przede mną i czekał aż się podniosę.


_________________________


Cieszę się że komentujecie moje wypociny. Dziękuję wam za to!

Kolejny rozdział opublikuję dzisiaj wieczorem. Ten miałam wstawić wczoraj, ale internet mi szwankował i byłam zmuszona zastanawiać się za którą książkę chcę się zabrać.

PS.: Czy ktoś nie ma e-booka "Ulysses Moore: Pierwszy klucz"? Szukałam w internecie ale są same audiobooki a ja chcę to przeczytać sama. Jeżeli ktoś by miał, piszcie w komentarzach.

4 komentarze: