Zadzwonił dzwonek. Do klasy zaczęły się wlewać tłumy rozgadanych uczniów. Siedziałam samotnie w ostatnim rzędzie zastanawiając się czy to prawda, że Justin Bieber ma się uczyć w naszym liceum. Jedyne, co o nim wiem to to, że mieszka w Kanadzie. Co by robił w gorącej Kalifornii? Wydaje mi się to mało prawdopodobne, że Justin się tu pojawi. Z drugiej strony powiedziała mi o tym córka dyrektora, więc powinna mieć jakiekolwiek pojęcie, kto postawi nogę w Liceum California Lake. W każdym razie wyobrażam sobie, co by się działo gdyby to wszystko nie było zwykłą plotką. Powiem tyle: współczułabym chłopakowi.
Po drugim dzwonku do klasy wparował pan Murray. Odłożył na miejsce skórzaną aktówkę i kubek kawy, po czym rozpoczął spacer między ławkami mówiąc:
- Proszę was wszystkich o ciszę. Zaraz pani dyrektor przyprowadzi nowego ucznia.
Rozległo się pukanie. Zaraz potem zza drzwi wyłoniła się dyrektorka ciągnąc za sobą jakiegoś chłopaka w niebieskiej koszulce. Automatycznie powiedziała „cisza”, mimo że po za stukotem jej obcasów i nią samą nie dało się usłyszeć innego odgłosu. Stanęła przy biurku, po czym wygłosiła tradycyjną mówkę z małymi poprawkami dotyczącymi osoby, którą starannie zasłaniała:
- Chciałabym wam przedstawić nowego kolegę. To jest Justin – zrobiła krok w bok odsłaniając chłopaka. – Proszę bądźcie dla niego mili i nie... Em. Justin usiądź.
W pierwszej chwili jego twarz wydała mi się obca. Chwilę później dotarło do mnie, że to nie jakiś Justin z Kansas tylko ten Justin, o którym parę minut temu myślałam. Przede mną stał Justin Bieber. W pewnym momencie nasze oczy się spotkały. Chłopak się uśmiechnął. Zaczerwieniłam się i spuściłam głowę. Żeby mnie los nie kusił chwyciłam długopis i zajęłam się spisywaniem tematu, który naskrobał na tablicy nauczyciel. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że nigdy tak nie reagowałam na spojrzenie jakiegokolwiek przedstawiciela płci przeciwnej. Nigdy.
Skończywszy pisać w grubym brulionie oderwałam wzrok od kartki i spojrzałam przed siebie. Byłam ciekawa, z kim usiądzie Justin. Dopiero teraz zauważyłam, że praktycznie każda dziewczyna siedzi sama z nadzieją, że to właśnie z Bieberem będzie dzielić ławkę przez ten rok. Zaśmiałam się pod nosem. Złapałam żelowe długopisy i zaczęłam rysować na marginesie zeszytu serduszka, motylki i inne takie dziecięce obrazki.
Kiedy kończyłam rysować chmurki usłyszałam czyjś męski głos:
- Mogę się dosiąść?
Od razu pomyślałam, że to chłopak, którego wyrzuciła z ławki dziewczyna żeby jej idol mógł z nią usiąść. Podniosłam głowę żeby sprawdzić, kto to taki. Zdziwiłam się. Obok mojej ławki stał, Justin Bieber i chciał się dosiąść. Do mnie. Nie do cycatej cheerleaderki tylko do mnie. Szczerze mówiąc zamurowało mnie.
- Jasne – wykrztusiłam.
Ukradkiem rozejrzałam się po klasie. Wszystkie popularne dziewczyny próbowały mnie zabić wzorkiem. Te całkiem niepopularne także.
- Justin – szepnął, po czym podsunął mi rękę.
Odłożyłam długopis i uścisnęłam jego dłoń odpowiadając:
- Jenna.
Gdy wszyscy zauważyli, że Bieber się do mnie uśmiecha w sali było głośniej niż przedtem. Nie wiem, dlaczego ten fakt ich bulwersuje.
- Wiem, że to ekscytujące być w tym samym pomieszczeniu, co Justin – wtrącił pan Murray. – Ale dajcie mi przeprowadzić lekcję.
- Lubisz rysować? – zapytał Justin zerkając na moje bazgroły.
- Tak. Po za tym jeżdżę na desce – odparłam.
Odłożyłam długopis, po czym spojrzałam w jego oczy. Miranda miała rację. Są czekoladowe. I do tego można się w nich utopić.
- Ja też. Może kiedyś pójdziemy do Skate Parku?
Z trudem oderwałam wzrok od tych cholernie czekoladowych oczu. Miałam wrażenie, że naprawdę się w nich topię.
- Hm.. Kiedy będziesz miał czas to zadzwoń – stwierdziłam łapiąc jego dłoń. Podniosłam czarny flamaster, po czym napisałam mu mój numer. Po sekundzie dopisałam adres – Jak będziesz chciał możesz wpaść.
Spojrzałam na jego wyraz twarzy. Widniał na niej zniewalający uśmiech. Odwzajemniłam go.
Kiedy oderwałam flamaster od jego skóry wyłuskał mi go z dłoni i napisał mi swój numer i adres.
- Ty też możesz wpaść jak będziesz chciała.
Przeczytałam to, co mi napisał. Mieszkał w bogatej dzielnicy – nic specjalnego – gdzie budowano domki przy plaży. Więc on zajmował ten, który najbardziej mi się podobał. Z numerem 289.
- Chcesz w piątek gdzieś wyjść? – zapytał ni z tego ni z owego Justin.
Odgarnęłam włosy z twarzy. Z każdą sekundą robiło mi się coraz bardziej gorąco.
___________________________
I jest rozdział pierwszy nad którym się napracowałam. Nie wiedziałam jak zacząć. Ale następne pójdą łatwiej. Mam także drugi rozdział, ale on pojawi się jutro rano.
Opowiadanie booskie ! Jak wlepiłaś te obrazki po boku ? I jak nazywa się Jenna w realu ? ;) Pozdro. Czekam na drugi rozdzialik :*
OdpowiedzUsuńA i jeszcze powiesz mi jak zrobiłaś to : "To było : romantyczne, smutne,neutralne" ??
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie się zapowiada :* Będę czytać :) Zapraszam na Bieber-love-story.blogspot.com i dziękuję za komentarza^^
OdpowiedzUsuńcowberry. : Jenna w realu to Jasmine Villegas. A co do obrazków i "To było: [...]" - napisz mi na GG swój e-mail to zrobię screeny i ci wyślę z e-maila bloga: fruzia.blogger@vp.pl
OdpowiedzUsuńboskie. masz talent!
OdpowiedzUsuń