sobota, 4 grudnia 2010

Piszę tę notkę ponieważ chcę zareklamować bloga bardzo fajnej dziewczyny Lawrence.

www.the-supernatural-story.blogspot.com

Opowiadanie na tej stronie jest na podstawie "Nie z tego świata".
Zapraszam!

poniedziałek, 18 października 2010

Wow. Dawno nie pisałam, bo aż od sierpnia. Nie wiem czy mam przepraszać. W każdym razie blog oficjalnie zamknięty. Naraska!

wtorek, 31 sierpnia 2010

Wyjaśniam

Długo mnie nie było ponieważ byłam na wakacjach w gótach i zapomniałam o tym wspomnieć. Wróciłam w niedzielę i do tej pory omijałam bloggera. Teraz rozdziały będą pojawiały się nawet raz-trzy razy w tygodniu ponieważ idę do gimnazjum i chcę się skupić nie tyle na nauce co na swoich znajomościach. Przyznam się, że jestem zakochana ale to zbyt skomplikowane żeby wyjaśniać. To 8. rozdziału spodziewajcię się tak w piątek.

sobota, 7 sierpnia 2010

Nie będzie rozdziału

Nie wyrobię się z rozdziałem. Będzie w jutro albo ostatecznie w poniedziałek.

Zapraszam na mojego bloga:
www.veronicex.blogspot.com

czwartek, 5 sierpnia 2010

Mam drugiego bloga

Chciałabym wam powiedzieć, że założyłam drugiego bloga na moim innym koncie.
www.veronicex.blogspot.com
To mój pamiętnik. Zapraszam do obserwowania ;)

środa, 4 sierpnia 2010

Rozdział 7


Obudził mnie dźwięk budzika. Byłam zbyt szczęśliwa, żeby go zrzucić na podłogę i patrzeć jak kawałki plastiku walają się po podłodze.
Zeskoczyłam z łóżka i uśmiechając się szeroko otworzyłam okno na oścież. Wietrzyk rozwiał mi włosy. Nie zmieniając nastroju wygrzebałam z szafy białą i za luźną koszulkę w marynarskie pasy i jeansowe szorty. Zaniosłam ubranie do łazienki, wzięłam prysznic i wykonałam codzienny rytuał ze starannością.
Przypomniało mi się, że Justin miał czekać na werandzie. Wiążąc włosy w koński ogon zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi frontowe.
Nie zawiodłam się. Usadowił się na bujawce trzymając w rękach bukiet krwistoczerwonych róż. Na mój widok wyszczerzył zęby w uśmiechu i podniósł się aby dać mi całusa.
- To dla ciebie – powiedział miękkim głosem wręczając mi kwiaty.
Wzruszyłam się. Czułam się jakby ktoś wyciągnął mnie ze środka najlepszej sceny w komedii romantycznej.
- Dziękuję – odpowiedziałam przytulając go. – Wejdziesz?
Pokiwał głową i ruszył za mną do kuchni.
Wyciągnęłam z szafki wazon, nalałam do niego wody i z ostrożnością wsadziłam róże. Postawiłam je na stole przy oknie i zapytałam:
- Jesteś głodny?
- Przed wyjściem jadłem. Ale ty pewnie jesteś głodna – spojrzał na mnie. – Swoją drogą kupiłem ci po drodze coś do jedzenia.
- Tak? Co takiego?
Otworzył papierową torbę z logiem McDonalds’a.
- Nie wiedziałem co lubisz ale kupiłem ci cheesburgera, sałatkę i colę.
- Dobry wybór – przyznałam siadając na krześle obok niego. – Ale nie musiałeś tego robić.
Uśmiechnął się zawadiacko i odpowiedział:
- Uwierz, że musiałem. Taki obowiązek twojego faceta.
Zaśmiałam się cicho całując go w policzek.
-   A teraz jedz bo spóźnimy się na biologię.
Spojrzałam na zegar naścienny. Mieliśmy około piętnaście minut. Odjęłam pięć minut na dojście co dawało mi dziesięć minut na jedzenie.
W zadziwiającym tempie pochłonęłam cheesburgera. Gdy wszystko już zjadłam i wzięłam ostatni łyk coli wstałam i wyrzuciłam opakowania.
- Chodź – mruknęłam wychodząc z kuchni.
Założyłam tenisówki.
Wyszliśmy na zewnątrz. Zamknęłam drzwi, po czym schowałam klucze do kieszeni.
Ku mojemu zadowoleniu Justin złapał mnie za rękę.
Całą drogę pokonaliśmy ustalając jak spędzimy południe i dyskutując o różnych sprawach.
W ostatniej chwili weszliśmy do sali od biologii. Usiedliśmy w ławce nadal trzymając się za ręce pod jej blatem.
Spróbowałam zebrać myśli. Nie mogłam się skoncentrować kiedy Bieber siedział tak blisko mnie. Właściwie tak blisko jak było to tylko możliwe. Uśmiechnęłam się i udając, że zachłannie słucham wykładu nauczyciela wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał nasz związek za parę lat. Trwały i szczery.
- Panno Knigth – przerwał moje rozmyślania pan Murray. – Czy panna Knigth raczy odpowiedzieć na moje pytanie?
Zarumieniłam się i pośpiesznie odpowiedziałam:
- Przepraszam. Zamyśliłam się.
Pan Murray uniósł brew i patrząc na nią zza szkieł okularów zapytał:
- A o czym toż pani tak zachłannie rozmyśla?
- Wątpię żeby chciał pan wysłuchać tego co mam panu do powiedzenia. To jest przesiąknięte romantyzmem.
- Dobrze, już dobrze. A teraz się skup.
Kiedy nauczyciel się oddalił Justin pochylił się i zapytał:
- O czym tak myślałaś?
- Zgadnij – odparłam obracając w palcach długopis. – O tobie, głupku.
Uśmiechnął się do mnie. Popatrzyłam w jego czekoladowe oczy. Miałam wrażenie, że w nich tonę. 


________________________


Wow. Pod poprzednim  postem było aż 9 komentarzy. Miło mi :)
Przyznam, że się rozleniwiłam. Jestem do tyłu z pracą. Kolejny rozdział już bez szantażu. Pojawi się mniej więcej w piątek lub w sobotę. 
A ten tylko i wyłącznie o Jennie i Justinie. Przysięgam, że następny rozdział będzie żywszy, a około 10 zacznie się dziać.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Rozdział 6


Dylan wyszedł przed ósmą, żeby pomóc Alice w porządkowaniu strychu zanim urządzi sobie tam pracownię.
- Jak długo możesz zostać? – zapytałam podciągając kolana pod brodę.
Justin opierał się o ścianę ze słodkim uśmiechem. Nie powiem przyprawiał mnie takim uśmieszkiem o palpitację serca.
- To zależy – odparł przysuwając się.
Zdziwił mnie swoją odpowiedzią. Spodziewałam się raczej dokładniej godziny, kiedy będziemy musieli się pożegnać, a ja zostanę sama opychając się lodami i oglądając komedie romantyczne na DVD.
- Od czego? – odgarnęłam włosy z twarzy.
Bieber zbliżał się do mnie z sekundy na sekundę. Coś zmusiło mój puls do dzikiego galopu. Serce łomotało jak szalone. W brzuchu poczułam stado motyli.
- Od tego – odpowiedział, kiedy nasze usta dzieliły milimetry.
Omiótł mnie chłodny oddech, Justina, który pachniał miętową gumą do żucia.
Chwilę potem delikatnie musnął moje usta. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Zrobiło mi się bardzo gorąco jakbym znajdywała się pośrodku paleniska.
Chłopak odsunął się minimalnie żeby zobaczyć jak zareaguję. Uśmiechnęłam się i pochyliłam się, aby go pocałować jeszcze raz.

Po długiej porcji pocałunków usadowiliśmy się w kącie łóżka. Siedziałam opierając głowę o jego ramię. On obejmował mnie z triumfalnym uśmieszkiem.
- Kocham cię – wyszeptał prosto do mojego ucha.
Zarumieniłam się i podnosząc głowę żeby na niego spojrzeć odparłam:
- Mam dziwne wrażenie, że czuję tak samo.
Pocałował ją i nie odrywając wzroku od niej wsunął dłoń w jej włosy.
- Wiesz, co? – zapytał ni z tego ni z owego patrząc gdzieś w przestrzeń.
Ziewnęłam zarywając usta ręką.
- Przepraszam. To, co ja miałam powiedzieć? A no tak: co?
Zaśmiał się i odparł:
- Chyba muszę już iść.
Rozczarowana podniosłam głowę z jego ramienia. Wstaliśmy z łóżka.
Odprowadziłam Justina aż do samej furtki. Przytuliłam go mocno. Cmoknął mnie i mówiąc „Do zobaczenia jutro” ruszył w stronę plaży gdzie mieszkał.
Wlokąc się wróciłam do domu. Byłam strasznie głodna. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie tosty z serem. Jadłam je powoli, przeżuwając dokładnie każdy kęs. Kiedy skończyłam posprzątałam po sobie czując jak ulatuje ze mnie życie. Myślałam, że zasnę idąc po schodach. Wytrzymałam i wzięłam orzeźwiający prysznic. Wskoczyłam w moją ulubioną piżamę z kotkiem, po czym powędrowałam do łóżka. Nakryłam się kołdrą i przymknęłam oczy.
Przekręciłam się na bok. Nie mogłam przestać myśleć o Justinie. Przypominałam sobie wszystko. Od momentu, kiedy się poznaliśmy przez Skate Park po serię pocałunków w moim pokoju. Znaliśmy się jeden dzień. Strasznie krótko.
Pod moją dłonią coś zawibrowało. To był mój telefon. Ociągając się spojrzałam na wyświetlacz. Dostałam smsa od Biebera.

Śpisz już, Słonko?

Uśmiechnęłam się do siebie. Boże, to było takie słodkie. Natychmiast odpisałam:

Jeszcze nie. Tęsknię, wiesz?

Po sekundzie przyszła odpowiedź:

Ja też. Kocham cię.

Motylki, które czułam w brzuchu prawie godzinę temu dały o sobie znać. Chyba naprawdę kocham tego chłopaka.

I ja też cię kocham. Jestem zmęczona. Dobranoc.


Poczekałam na smsa.

Miłych snów. Będę czekać na ciebie jutro na werandzie.

On jest słodki. Proste słowa potrafią zdziałać cuda, naprawdę.
Zaraz. Czy on napisał, że będzie czekał na werandzie? O Boże. Tak właśnie napisał. No ja nie mogę. Zaraz padnę z nadmiaru radości.
Odłożyłam telefon na szafkę nocną szczerząc się jak głupia. Zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia Morfeusza. 


_______________________


Ten rozdział trudno było mi napisać po takiej przerwie. Szczerze mówiąc wyszłam z wprawy.

Następny rozdział będzie jak będzie 7 komentarzy. Dlaczego szantaż? Bo trochę osób chciało żebym wróciła, a kiedy wróciłam mieli to głęboko w d****.

piątek, 30 lipca 2010

Wracam

Dobra wracam. Poruszyły mnie komentarze w poprzedniej notce. Rozdziały będę dodawać wolniej niż wcześniej.

Szósty rozdział dodam w niedzielę, ponieważ jutro spędzę cały dzień na zakupie artykułów szkolnych i nie będę miała kiedy.

A co do tych rzeczy, które miały się wydarzyć: prawdopodobnie zastąpię je czymś innym.


PS.: Polecam tę piosenkę:

piątek, 23 lipca 2010

Informacja

Nie będę kłamać i robić zbędnych nadzieji czytelnikom [jeżeli są tacy, którzy czekają na kolejną porcję wypocin]. Straciłam ochotę na pisanie o Justinie Bieberze. 

Ciekawym napiszę co miało się wydarzyć:
  • Okazało się, że Justin ma starszego o rok brata.
  • Jenna zerwała z Justinem po tym jak zobaczyła zdjęcie w prasie na którym jej chłopak całuje się z jakąś gwiazdką.
  • Jenna i brat Justina - Patrick - zostają parą.
  • Jenna dowiaduje się, że jej ojciec nie żyje.
  • Przyjaciółka Jenny - Bonnie - zaczyna brać narkotyki
 
To takie najważniejsze wydarzenia.
Żegnam wszystkich obserwatorów. Dziękuję za komentarze. 
Może kiedyś wrócę.

piątek, 16 lipca 2010

Zawieszam bloga

Przykro mi ale zawieszam bloga. Dalczego? Za niedługo jadę nad morze pod namiot i muszę zacząć przygotowania. Piszę też książkę na której chciałabym się skupić. Mam coraz mniej czasu i chciałabym sobie ciut odpocząć. Rozdział 6 pojawi się najwcześniej 1 sierpnia.

Rozdział 5


Kiedy się ocknęłam widziałam delikatnie rozmazane twarze Justina i Dylana. Ten drugi delikatnie poklepywał mnie w policzek próbując docucić. Z każdą chwilą denerwowało mnie to, co robił. Gdy byłam zdolna skleić zdanie wykrztusiłam:
- Spróbuj jeszcze raz a na stałe przymocuję ci ręce do tułowia.
Dylan się uśmiechnął. Spróbowałam usiąść. Poczułam ból głowy. Przeszywający. Twarze chłopaków wydawały się coraz bardziej wyraźne, mimo zawrotów głowy.
Wyszeptałam żeby zaprowadzili mnie do domu.
Poczułam, że już nie dotykam ziemi. Unosiłam się, co wskazywało na to, że któryś z nich mnie niósł. Otworzyłam oczy, na tyle na ile było to możliwe. Ujrzałam Justina, który co jakiś czas zerkał na mnie z promieniejącym uśmiechem. Delikatnie się uśmiechnęłam i zamknąwszy oczy oparłam głowę o jego pierś.
Toczyłam wojnę z bólem głowy. Był nie do wytrzymania. Po policzku spłynęła mi samotna łza. Nie mogłam jej zdusić w zarodku. Tył głowy mnie bolał.
- Co jest? – zapytał, Dylan podchodząc do niosącego mnie Biebera.
- Boli – odparłam. – Bardzo.
Justin otarł kciukiem łzę i opiekuńczym tonem powiedział:
- Może pójdziemy z tym do szpitala?
Zaprzeczyłam ruchem głowy, czego szybko pożałowałam. Ignorując ból zastanawiałam się czemu tak właściwie Justin mnie niesie. Gdybym pozwoliła mu się tak nieść bez powodu to bym go wykorzystała i tyle.
- Wiesz, myślę że możesz mnie postawić.
- Nie. Jesteś blada, twierdzisz, że bardzo cię boli nawet nie wiem co ale doniosę cię do domu.
Postanowiłam się o to nie wykłócać. Miałam wrażenie, że z każdą sekundą jestem coraz słabsza.
Tak skupiłam się na bólu, że nawet nie zauważyłam, kiedy minąwszy furtkę weszli po schodach na werandę.
- Jest jakaś kartka na stoliku – odezwał się Dylan, kiedy ja czułam jak Justin wraz z moim ciałem siada na schodkach.
Poprawiłam się. Teraz siedziałam mu na kolanach, z zamkniętymi oczami i z zawieszonymi na szyi rękami.
- Twoja mama napisała, że pojechała z Mirandą do pani Beagles i wrócą jutro popołudniu. Jest tam też, że masz pięćdziesiąt dolarów na stole w kuchni a kolację w lodówce.
Bieber zaczął się podnosić.
- Gdzie masz klucze?
Spróbowałam sobie przypomnieć gdzie mama je chowała, kiedy albo ja albo moja młodsza siostra ich nie posiadałyśmy.
- Pod doniczką na stoliku – powiedziałam słabym głosem.
Dylan otworzył drzwi i przytrzymując je przepuścił Justina, który nadal mnie taszczył. Idąc na ślepo dotarł do salonu, gdzie położył mnie na skórzanej kanapie. Nakazał Dylanowi, który bardziej orientował się w rozmieszczeniu pokoi, iść po szklankę wody.
- Lepiej? – zapytał Bieber dotykając delikatnie mojego policzka jakbym była lalką z porcelany.
- Lepiej – odpowiedziałam siadając.
Tym razem ustawały zawroty głowy, a jedyny ból przeszywający okolice płatu czołowego już mi tak nie przeszkadzał jak wcześniej.
Zdobyłam się na uśmiech. Pomasowałam skronie czekając na Dylana. Kiedy przyszedł podał mi szklankę.
- Dziękuję.
Wypiłam wodę, po czym odstawiłam szklankę na podłogę. 


 ____________________________


Jest okrągła 5. Cieszę się i liczę na komentarze.
Wkrótce wykupię reklamę u Martyny Dembińskiej więc blog stanie się sławniejszy :)

czwartek, 15 lipca 2010

Rozdział 4


Szliśmy do Skate Parku cały czas wygłupiając się i śmiejąc tak głośno, że przypadkowi przechodnie zatrzymywali się, aby na nas popatrzeć. Wyglądaliśmy razem jak stare, dobre rodzeństwo. Byliśmy przyjaciółmi. Najlepszymi z najlepszych. Mogliśmy ze sobą rozmawiać praktycznie o wszystkim.
- Co jest między tobą a Justinem? – zapytał przystając.
Miałam wrażenie, że zależy mu na poznaniu prawdy, która dla mnie była oczywista. Ale wyglądało to jakby moja odpowiedź miała nad czymś zaważyć. Nad czymś bardzo ważnym dla Dylana.
- Obecnie jesteśmy przyjaciółmi – odparłam łapiąc go z nadgarstek. Ciągnęłam go za sobą. Zupełnie tak jak Biebera, kiedy wyciągnęłam go ze stołówki. – Chodź.
Przez pewien moment zapanowała krępująca cisza. Przerwałam ją nawijając o wszystkim, co nasunęło mi się na język.
Po paru minutach doszliśmy, do Skate Parku. Po za jednym chłopakiem nie było tam nikogo.
Stanęłam przy bramie obserwując poczynania Pana Tajemniczego. Był niezły. Więcej niż niezły. To, co robił było.. zniewalające?
- Idziemy? – zapytał Dylan robiąc kilka kroków do przodu.
Przytaknęłam. Szłam za nim nadal go obserwując.
Usiadłam na jednej z najwyższych ramp nie przestając oglądać tego chłopaka, który szczerze mówiąc imponuje jazdą.
W pewnym momencie przestał jeździć i trzymając deskę zaczął biec do rampy, na, której siedziałam.
- Hej – przywitał się.
Nie no. Nie myślałam, że znam Pana Tajemniczego.
- Justin? – zapytałam nie wierząc, że to przed chwilą patrzyłam na jego wyczyny.
- Taa. Pochwalisz się swoim talentem?
Obejrzałam się na Dylana. Był pochłonięty jazdą.
- Ok.
Skoczyłam na deskę. Skupiłam się tylko i wyłącznie na rampie. Udało mi się zrobić wiele trików, które trenowałam od dość dawna. Kiedy spróbowałam zrobić ten, którego ćwiczyłam od niedawna i tylko raz mi wyszedł spadłam z deski. Przed oczami miałam ciemne plamy. Potem straciłam przytomność.


________________________


Przepraszam. Wiem, że rozdział krótki ale przygotowuje się do napisania książki o wampirach. To pochłaniające. No i ponownie czytam serię "Ulysses Moore" którą serdecznie polecam.

Ten rozdział miał być jutro. Ale jest dzisiaj. Kolejny, postaram się wstawić jutro ale nie obiecuje. Najpóźniej pokarze się w sobotę.

Rozdział 3


Gdy tylko wspomniałam przy obiedzie, że idę w piątek do kina z Justinem Bieberem mama zaczęła wygłaszać mi swoje wątpliwości.
- Spotykanie się z gwiazdą nie przyniesie niczego dobrego – stwierdziła podając zapiekankę z serem i szynką. – Po za tym zawsze się znajdzie ktoś, kto da cynk paparazzim.
Przesada. Jeden wypad do kina nic nie zmieni. Paparazzi? Cóż. Tu już nie mam argumentów.
- Mamo daj spokój. Idziemy tylko obejrzeć „Oszukać przeznaczenie 4”. Co może się stać?
Miranda patrzyła na mnie błagalnym wzorkiem. Jak mały szczeniaczek. Podobnie z resztą jak Justin, kiedy prosił o wyrwanie z łap tych wszystkich licealistek.
- Co? – zapytałam pochłaniając swoją porcję zapiekanki.
- No wiesz. On tu przyjdzie.
Upiłam łyk soku pomarańczowego.
- I w związku z tym?
- Myślisz, że podpisze mi się na wszystkich plakatach? – odpowiedziała pytaniem na pytanie z rozmarzonym wzorkiem.
- Jeden. Nie zapominaj, że przychodzi do mnie a nie do ciebie – skwitowałam naciskając na słowo „mnie”.
Dokończywszy obiad pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, po czym sprawdziłam pocztę. Miałam tonę spamów, biuletyny wydawnictw i wiadomość od KylieSnow. Chłopaka, z którym pisałam od dawna.

Hej. Długo ze sobą piszemy, prawda? Może byśmy kiedyś się spotkali? Skoro obydwoje mieszkamy w California Lake..

Nie wiedziałam, co odpisać. Z jednej strony chciałam go poznać. Fajnie mi się z nim gadało i w ogóle. Tylko w głębi obawiałam się tego spotkania.
Postanowiłam mu napisać:

Ostatnio mam dużo spraw do załatwienia. Ale możemy się spotkać, kiedy będę miała więcej wolnego czasu.

Wydało mi się to stosowną odpowiedzią. W każdym razie jedyną, jaką mogłam w tej chwili wymyślić.
Wyłączyłam laptopa. Miałam ochotę pojeździć, na deskorolce.
Podeszłam do szafy, po czym wygrzebałam z niej stary T-Shirt z nadrukiem i znoszone, jeansowe szorty. Przebrałam się w łazience, porwałam deskę i komórkę. Zbiegłam po schodach na dół i mówiąc mamie gdzie idę wyszłam z domu.
Zastanawiałam się po kogo mogę pójść. Justin odpadał. Nie chciałam żeby to wyglądało tak jak nie powinno. W szkole spędzaliśmy stanowczo za dużo czasu. Po za nią postanowiłam poświęcać więcej czasu przyjaciołom.
Zadzwoniłam do Dylana.
- Hej – przywitałam się jadąc na deskorolce.
- Hej.
- Gdzie jesteś?
- W domu – odparł znudzonym głosem. – Nudzę się.
- Jestem przed twoim domem. Chodź do Skate Parku.
- Schodzę – stwierdził, po czym się rozłączył.
Przejechałam przez ulicę i usiadłam na krawężniku. Patrzyłam na zachodzące słońce mrużąc oczy. Wyglądało pięknie zlewając się z palmami przy plaży. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Nagle widok przysłoniły się mi czyjeś dłonie.
-   Zgadnij, kto? – usłyszałam bardzo mi znajomy głos.
-   Dylan.. – odparłam podsuwając deskorolkę pod stopy.
Ponownie miałam możliwość obserwowania domów przy 7th Avenue, słońca i rozbijających się o brzeg fal.
- Skąd wiedziałaś? – zapytał Dylan trzymając swoją deskorolkę. Stanął przede mną i czekał aż się podniosę.


_________________________


Cieszę się że komentujecie moje wypociny. Dziękuję wam za to!

Kolejny rozdział opublikuję dzisiaj wieczorem. Ten miałam wstawić wczoraj, ale internet mi szwankował i byłam zmuszona zastanawiać się za którą książkę chcę się zabrać.

PS.: Czy ktoś nie ma e-booka "Ulysses Moore: Pierwszy klucz"? Szukałam w internecie ale są same audiobooki a ja chcę to przeczytać sama. Jeżeli ktoś by miał, piszcie w komentarzach.

środa, 14 lipca 2010

Rozdział 2


- Powaga? – zapytała Alice wchodząc do stołówki.
Skierowawszy się w stronę baru z sałatkami odparłam:
- Powaga.
Alice zaczęła mnie niespokojnie szarpać za ramię. W jej oczach tańczyły iskry zadowolenia. Szczerzyła zęby w nieopanowanym uśmiechu.
Położyłam na tacy sałatkę po grecku i puszkę coli ligth. Zapłaciłam, po czym stanęłam przy filarze gdzie zawsze czekałam na dziewczyny. Wpatrywałam się w osaczony stolik na samym środku stołówki. Nie trudno zgadnąć, kto tam siedział. Bieber. Wokół niego usadowiła się połowa żeńskiej części liceum. Oblepiły go łapami. Można powiedzieć, że go molestowały. No, cóż. Współczuję mu.
Po paru minutach bezczynnego stania i głupiego uśmieszku wysyłanemu, Justinowi kiedy prosił mnie o pomoc wzrokiem zaczęłam się nudzić. Obróciłam się żeby sprawdzić czy Alice i Bonnie zapłaciły za lunch. Nie było ich ani przy kasie ani przy barze z sałatkami. Za to dostrzegłam je jak molestowały Justina bardziej zawzięcie niż cheerleaderki. Obrzydliwe.
Licząc, że nie wyciągnę ich z kręgu zainteresowanym ciałem Biebera poszłam do naszego stolika uśmiechając się, kiedy tylko nasza gwiazdka na mnie spojrzała. Postawiłam tacę na stole nadal nie spuszczając oka z Bonnie i Alice.
- Widzisz to? – zapytał zażenowany Nate patrząc na swoją dziewczynę.
- Jutro wszystko wróci do normy – odparłam dźgając plastikowym widelcem ser feta.
- Nie byłbym tego taki pewny.
Odchrząknęłam. Otworzyłam puszkę coli, po czym upiłam łyk.
- Słyszałem, że z nim siedzisz – odezwał się Dylan przerzucając wzrok z Alice na swojego shake’a truskawkowego.
Potwierdziłam ruchem głowy żując bazylię.
- Słyszałem, że umówiliście się na randkę – dorzucił Nate. – Szybka jesteś nie powiem.
Zaczerwieniłam się. Ale musiałam zaprzeczyć. Bo tak naprawdę nasze spotkanie w piątek to nie randka.
-   To nie randka. Po prostu.. przyjacielskie spotkanie.
- Przyjaciele pożerają siebie nawzajem wzorkiem?
Zakrztusiłam się colą, którą przed chwilą wypiłam. Po raz kolejny się zarumieniłam. Bez powodu z resztą.
- Pieprzysz.
Odwróciłam się żeby zobaczyć czy naprawdę pożera mnie wzorkiem. Patrzył w moją stronę, ale nie ujęłabym tego w ten sposób. Powiedziałabym, że naprawdę błaga mnie o pomoc. Ruszyło mnie sumienie. Naprawdę. Mam mu pozwolić tak cierpieć? Może i niektórych chłopaków by to uszczęśliwiło, ale po sposobie, jakim na mnie patrzył domyśliłam się, że jego nie koniecznie.
Zabrałam tacę. Kiedy ją odniosłam pewnym krokiem ruszyłam w stronę stolika Justina. Stanęłam za chłopakiem, złapałam go za ramię, po czym powiedziałam najsłodszym tonem, jakim tylko umiałam:
- Pożyczę go dziewczyny.
Zerknęłam na Dylana i Nate’a. Z zastygłymi uśmieszkami patrzyli na mnie. Pokazałam im język i ciągnąc Justina za sobą wyszłam ze stołówki.

__________________________________


Jest drugi rozdział. On poszedł już łatwiej, chociaż jest krótszy. Zapewniam, że akcja zacznie się rozwijać już niebawem. Ponieważ jestem z rozdziałami do przodu, kolejny pojawi się dzisiaj wieczorem lub jutro rano.

wtorek, 13 lipca 2010

Rozdział 1


Zadzwonił dzwonek. Do klasy zaczęły się wlewać tłumy rozgadanych uczniów. Siedziałam samotnie w ostatnim rzędzie zastanawiając się czy to prawda, że Justin Bieber ma się uczyć w naszym liceum. Jedyne, co o nim wiem to to, że mieszka w Kanadzie. Co by robił w gorącej Kalifornii? Wydaje mi się to mało prawdopodobne, że Justin się tu pojawi. Z drugiej strony powiedziała mi o tym córka dyrektora, więc powinna mieć jakiekolwiek pojęcie, kto postawi nogę w Liceum California Lake. W każdym razie wyobrażam sobie, co by się działo gdyby to wszystko nie było zwykłą plotką. Powiem tyle: współczułabym chłopakowi.
Po drugim dzwonku do klasy wparował pan Murray. Odłożył na miejsce skórzaną aktówkę i kubek kawy, po czym rozpoczął spacer między ławkami mówiąc:
-   Proszę was wszystkich o ciszę. Zaraz pani dyrektor przyprowadzi nowego ucznia.
Rozległo się pukanie. Zaraz potem zza drzwi wyłoniła się dyrektorka ciągnąc za sobą jakiegoś chłopaka w niebieskiej koszulce. Automatycznie powiedziała „cisza”, mimo że po za stukotem jej obcasów i nią samą nie dało się usłyszeć innego odgłosu. Stanęła przy biurku, po czym wygłosiła tradycyjną mówkę z małymi poprawkami dotyczącymi osoby, którą starannie zasłaniała:
- Chciałabym wam przedstawić nowego kolegę. To jest Justin – zrobiła krok w bok odsłaniając chłopaka. – Proszę bądźcie dla niego mili i nie... Em.  Justin usiądź.
W pierwszej chwili jego twarz wydała mi się obca. Chwilę później dotarło do mnie, że to nie jakiś Justin z Kansas tylko ten Justin, o którym parę minut temu myślałam. Przede mną stał Justin Bieber. W pewnym momencie nasze oczy się spotkały. Chłopak się uśmiechnął. Zaczerwieniłam się i spuściłam głowę. Żeby mnie los nie kusił chwyciłam długopis i zajęłam się spisywaniem tematu, który naskrobał na tablicy nauczyciel. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że nigdy tak nie reagowałam na spojrzenie jakiegokolwiek przedstawiciela płci przeciwnej. Nigdy.
Skończywszy pisać w grubym brulionie oderwałam wzrok od kartki i spojrzałam przed siebie. Byłam ciekawa, z kim usiądzie Justin. Dopiero teraz zauważyłam, że praktycznie każda dziewczyna siedzi sama z nadzieją, że to właśnie z Bieberem będzie dzielić ławkę przez ten rok. Zaśmiałam się pod nosem. Złapałam żelowe długopisy i zaczęłam rysować na marginesie zeszytu serduszka, motylki i inne takie dziecięce obrazki.
Kiedy kończyłam rysować chmurki usłyszałam czyjś męski głos:
- Mogę się dosiąść?
Od razu pomyślałam, że to chłopak, którego wyrzuciła z ławki dziewczyna żeby jej idol mógł z nią usiąść. Podniosłam głowę żeby sprawdzić, kto to taki. Zdziwiłam się. Obok mojej ławki stał, Justin Bieber i chciał się dosiąść. Do mnie. Nie do cycatej cheerleaderki tylko do mnie. Szczerze mówiąc zamurowało mnie.
- Jasne – wykrztusiłam.
Ukradkiem rozejrzałam się po klasie. Wszystkie popularne dziewczyny próbowały mnie zabić wzorkiem. Te całkiem niepopularne także.
- Justin – szepnął, po czym podsunął mi rękę.
Odłożyłam długopis i uścisnęłam jego dłoń odpowiadając:
- Jenna.
Gdy wszyscy zauważyli, że Bieber się do mnie uśmiecha w sali było głośniej niż przedtem. Nie wiem, dlaczego ten fakt ich bulwersuje.
- Wiem, że to ekscytujące być w tym samym pomieszczeniu, co Justin – wtrącił pan Murray. – Ale dajcie mi przeprowadzić lekcję.
- Lubisz rysować? – zapytał Justin zerkając na moje bazgroły.
- Tak. Po za tym jeżdżę na desce – odparłam.
Odłożyłam długopis, po czym spojrzałam w jego oczy. Miranda miała rację. Są czekoladowe. I do tego można się w nich utopić.
- Ja też. Może kiedyś pójdziemy do Skate Parku?
Z trudem oderwałam wzrok od tych cholernie czekoladowych oczu. Miałam wrażenie, że naprawdę się w nich topię.
- Hm.. Kiedy będziesz miał czas to zadzwoń – stwierdziłam łapiąc jego dłoń. Podniosłam czarny flamaster, po czym napisałam mu mój numer. Po sekundzie dopisałam adres – Jak będziesz chciał możesz wpaść.
Spojrzałam na jego wyraz twarzy. Widniał na niej zniewalający uśmiech. Odwzajemniłam go.
Kiedy oderwałam flamaster od jego skóry wyłuskał mi go z dłoni i napisał mi swój numer i adres.
- Ty też możesz wpaść jak będziesz chciała.
Przeczytałam to, co mi napisał. Mieszkał w bogatej dzielnicy – nic specjalnego – gdzie budowano domki przy plaży. Więc on zajmował ten, który najbardziej mi się podobał. Z numerem 289.
- Chcesz w piątek gdzieś wyjść? – zapytał ni z tego ni z owego Justin.
Odgarnęłam włosy z twarzy. Z każdą sekundą robiło mi się coraz bardziej gorąco.

___________________________


I jest rozdział pierwszy nad którym się napracowałam. Nie wiedziałam jak zacząć. Ale następne pójdą łatwiej. Mam także drugi rozdział, ale on pojawi się jutro rano.

Bohaterowie

Jenna Knigth - szesnastolatka kochająca jazdę na deskorolce i rysowanie. Jest szczera i wyrozumiała. Jej rodzice rozwiedli się kiedy miała 12 lat. Mieszka razem z mamą i siostrą w niewielkim domku na przedmieściach California Lake. Od pierwszego spotkania polubiła Justina.


Justin Bieber - szesnastoletni piosenkarz. Jest sympatyczny i odważny, a później okazuje się, że także romantyczny. Wolne chwile spędza w Skate Parku i pisząc piosenki. Żeby uciec od przytłaczającej go sławy przeprowadził się do mało znanego miasteczka w Kalifornii - California Lake. Tam zakochał się w Jennie.


Miranda Knigth - dziesięcioletnia siostra Jenny. Lubi lody czekoladowe i cukierki. Jest fanką Justina Biebera i Seleny Gomez. Często spędza wolny czas oglądając kreskówki.


Bonnie Jones - siedemnastolatka marząca o zostaniu sławną i cenioną aktorką. Od zawsze była sympatyczna i wesoła. Ma ośmioletnią siostrę - Celeste. Przyjaźni się z Jenną. Najbardziej na świecie kocha swojego chłopaka - Nate'a.


Alice Milton - szesnastolatka pasjonująca się surfingiem. Mieszka w bogatej dzielnicy California Lake, w domu zbudowanym w stylu wiktoriańskim. Najlepsza przyjaciółka Bonnie i Jenny. Chodzi z Dylanem.


Nate Pitches - osiemnastolatek grający jako kapitan w szkolnej drużynie koszykówki. Zagorzały fan Lakersów. Denerwuje go obecność Justina wśród jego przyjaciół. Chodzi z Bonnie.

Dylan Cooper - siedemnastolatek spędzający dużo czasu na deskorolce i surfując. Podkochuje się w Jennie, pomimo że oficjalnie chodzi z Alice.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Pierwsza notka

Chciałabym wszystkich powitać w moim internetowym zakątku gdzie będę umieszczać opowiadanie o Justinie Bieberze mojego autorstwa. Mam nadzieję, że się wam spodoba i że będziecie komentować moje wypociny :)

Bohaterów opublikuję rano, ponieważ jestem bardzo zmęczona dniem dzisiejszym. Pierwszy rozdział już mam więc zaraz po postaciach będziecie mogli go przeczytać.