Nie będę kłamać i robić zbędnych nadzieji czytelnikom [jeżeli są tacy, którzy czekają na kolejną porcję wypocin]. Straciłam ochotę na pisanie o Justinie Bieberze.
Ciekawym napiszę co miało się wydarzyć:
Okazało się, że Justin ma starszego o rok brata.
Jenna zerwała z Justinem po tym jak zobaczyła zdjęcie w prasie na którym jej chłopak całuje się z jakąś gwiazdką.
Jenna i brat Justina - Patrick - zostają parą.
Jenna dowiaduje się, że jej ojciec nie żyje.
Przyjaciółka Jenny - Bonnie - zaczyna brać narkotyki
To takie najważniejsze wydarzenia.
Żegnam wszystkich obserwatorów. Dziękuję za komentarze.
Przykro mi ale zawieszam bloga. Dalczego? Za niedługo jadę nad morze pod namiot i muszę zacząć przygotowania. Piszę też książkę na której chciałabym się skupić. Mam coraz mniej czasu i chciałabym sobie ciut odpocząć. Rozdział 6 pojawi się najwcześniej 1 sierpnia.
Kiedy się ocknęłam widziałam delikatnie rozmazane twarze Justina i Dylana. Ten drugi delikatnie poklepywał mnie w policzek próbując docucić. Z każdą chwilą denerwowało mnie to, co robił. Gdy byłam zdolna skleić zdanie wykrztusiłam:
- Spróbuj jeszcze raz a na stałe przymocuję ci ręce do tułowia.
Dylan się uśmiechnął. Spróbowałam usiąść. Poczułam ból głowy. Przeszywający. Twarze chłopaków wydawały się coraz bardziej wyraźne, mimo zawrotów głowy.
Wyszeptałam żeby zaprowadzili mnie do domu.
Poczułam, że już nie dotykam ziemi. Unosiłam się, co wskazywało na to, że któryś z nich mnie niósł. Otworzyłam oczy, na tyle na ile było to możliwe. Ujrzałam Justina, który co jakiś czas zerkał na mnie z promieniejącym uśmiechem. Delikatnie się uśmiechnęłam i zamknąwszy oczy oparłam głowę o jego pierś.
Toczyłam wojnę z bólem głowy. Był nie do wytrzymania. Po policzku spłynęła mi samotna łza. Nie mogłam jej zdusić w zarodku. Tył głowy mnie bolał.
- Co jest? – zapytał, Dylan podchodząc do niosącego mnie Biebera.
- Boli – odparłam. – Bardzo.
Justin otarł kciukiem łzę i opiekuńczym tonem powiedział:
- Może pójdziemy z tym do szpitala?
Zaprzeczyłam ruchem głowy, czego szybko pożałowałam. Ignorując ból zastanawiałam się czemu tak właściwie Justin mnie niesie. Gdybym pozwoliła mu się tak nieść bez powodu to bym go wykorzystała i tyle.
- Wiesz, myślę że możesz mnie postawić.
- Nie. Jesteś blada, twierdzisz, że bardzo cię boli nawet nie wiem co ale doniosę cię do domu.
Postanowiłam się o to nie wykłócać. Miałam wrażenie, że z każdą sekundą jestem coraz słabsza.
Tak skupiłam się na bólu, że nawet nie zauważyłam, kiedy minąwszy furtkę weszli po schodach na werandę.
- Jest jakaś kartka na stoliku – odezwał się Dylan, kiedy ja czułam jak Justin wraz z moim ciałem siada na schodkach.
Poprawiłam się. Teraz siedziałam mu na kolanach, z zamkniętymi oczami i z zawieszonymi na szyi rękami.
- Twoja mama napisała, że pojechała z Mirandą do pani Beagles i wrócą jutro popołudniu. Jest tam też, że masz pięćdziesiąt dolarów na stole w kuchni a kolację w lodówce.
Bieber zaczął się podnosić.
- Gdzie masz klucze?
Spróbowałam sobie przypomnieć gdzie mama je chowała, kiedy albo ja albo moja młodsza siostra ich nie posiadałyśmy.
- Pod doniczką na stoliku – powiedziałam słabym głosem.
Dylan otworzył drzwi i przytrzymując je przepuścił Justina, który nadal mnie taszczył. Idąc na ślepo dotarł do salonu, gdzie położył mnie na skórzanej kanapie. Nakazał Dylanowi, który bardziej orientował się w rozmieszczeniu pokoi, iść po szklankę wody.
- Lepiej? – zapytał Bieber dotykając delikatnie mojego policzka jakbym była lalką z porcelany.
- Lepiej – odpowiedziałam siadając.
Tym razem ustawały zawroty głowy, a jedyny ból przeszywający okolice płatu czołowego już mi tak nie przeszkadzał jak wcześniej.
Zdobyłam się na uśmiech. Pomasowałam skronie czekając na Dylana. Kiedy przyszedł podał mi szklankę.
- Dziękuję.
Wypiłam wodę, po czym odstawiłam szklankę na podłogę.
____________________________
Jest okrągła 5. Cieszę się i liczę na komentarze.
Wkrótce wykupię reklamę u Martyny Dembińskiej więc blog stanie się sławniejszy :)
Szliśmy do Skate Parku cały czas wygłupiając się i śmiejąc tak głośno, że przypadkowi przechodnie zatrzymywali się, aby na nas popatrzeć. Wyglądaliśmy razem jak stare, dobre rodzeństwo. Byliśmy przyjaciółmi. Najlepszymi z najlepszych. Mogliśmy ze sobą rozmawiać praktycznie o wszystkim.
- Co jest między tobą a Justinem? – zapytał przystając.
Miałam wrażenie, że zależy mu na poznaniu prawdy, która dla mnie była oczywista. Ale wyglądało to jakby moja odpowiedź miała nad czymś zaważyć. Nad czymś bardzo ważnym dla Dylana.
- Obecnie jesteśmy przyjaciółmi – odparłam łapiąc go z nadgarstek. Ciągnęłam go za sobą. Zupełnie tak jak Biebera, kiedy wyciągnęłam go ze stołówki. – Chodź.
Przez pewien moment zapanowała krępująca cisza. Przerwałam ją nawijając o wszystkim, co nasunęło mi się na język.
Po paru minutach doszliśmy, do Skate Parku. Po za jednym chłopakiem nie było tam nikogo.
Stanęłam przy bramie obserwując poczynania Pana Tajemniczego. Był niezły. Więcej niż niezły. To, co robił było.. zniewalające?
- Idziemy? – zapytał Dylan robiąc kilka kroków do przodu.
Przytaknęłam. Szłam za nim nadal go obserwując.
Usiadłam na jednej z najwyższych ramp nie przestając oglądać tego chłopaka, który szczerze mówiąc imponuje jazdą.
W pewnym momencie przestał jeździć i trzymając deskę zaczął biec do rampy, na, której siedziałam.
- Hej – przywitał się.
Nie no. Nie myślałam, że znam Pana Tajemniczego.
- Justin? – zapytałam nie wierząc, że to przed chwilą patrzyłam na jego wyczyny.
- Taa. Pochwalisz się swoim talentem?
Obejrzałam się na Dylana. Był pochłonięty jazdą.
- Ok.
Skoczyłam na deskę. Skupiłam się tylko i wyłącznie na rampie. Udało mi się zrobić wiele trików, które trenowałam od dość dawna. Kiedy spróbowałam zrobić ten, którego ćwiczyłam od niedawna i tylko raz mi wyszedł spadłam z deski. Przed oczami miałam ciemne plamy. Potem straciłam przytomność.
________________________
Przepraszam. Wiem, że rozdział krótki ale przygotowuje się do napisania książki o wampirach. To pochłaniające. No i ponownie czytam serię "Ulysses Moore" którą serdecznie polecam.
Ten rozdział miał być jutro. Ale jest dzisiaj. Kolejny, postaram się wstawić jutro ale nie obiecuje. Najpóźniej pokarze się w sobotę.
Gdy tylko wspomniałam przy obiedzie, że idę w piątek do kina z Justinem Bieberem mama zaczęła wygłaszać mi swoje wątpliwości.
- Spotykanie się z gwiazdą nie przyniesie niczego dobrego – stwierdziła podając zapiekankę z serem i szynką. – Po za tym zawsze się znajdzie ktoś, kto da cynk paparazzim.
Przesada. Jeden wypad do kina nic nie zmieni. Paparazzi? Cóż. Tu już nie mam argumentów.
- Mamo daj spokój. Idziemy tylko obejrzeć „Oszukać przeznaczenie 4”. Co może się stać?
Miranda patrzyła na mnie błagalnym wzorkiem. Jak mały szczeniaczek. Podobnie z resztą jak Justin, kiedy prosił o wyrwanie z łap tych wszystkich licealistek.
- Co? – zapytałam pochłaniając swoją porcję zapiekanki.
- No wiesz. On tu przyjdzie.
Upiłam łyk soku pomarańczowego.
- I w związku z tym?
- Myślisz, że podpisze mi się na wszystkich plakatach? – odpowiedziała pytaniem na pytanie z rozmarzonym wzorkiem.
- Jeden. Nie zapominaj, że przychodzi do mnie a nie do ciebie – skwitowałam naciskając na słowo „mnie”.
Dokończywszy obiad pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, po czym sprawdziłam pocztę. Miałam tonę spamów, biuletyny wydawnictw i wiadomość od KylieSnow. Chłopaka, z którym pisałam od dawna.
Hej. Długo ze sobą piszemy, prawda? Może byśmy kiedyś się spotkali? Skoro obydwoje mieszkamy w California Lake..
Nie wiedziałam, co odpisać. Z jednej strony chciałam go poznać. Fajnie mi się z nim gadało i w ogóle. Tylko w głębi obawiałam się tego spotkania.
Postanowiłam mu napisać:
Ostatnio mam dużo spraw do załatwienia. Ale możemy się spotkać, kiedy będę miała więcej wolnego czasu.
Wydało mi się to stosowną odpowiedzią. W każdym razie jedyną, jaką mogłam w tej chwili wymyślić.
Wyłączyłam laptopa. Miałam ochotę pojeździć, na deskorolce.
Podeszłam do szafy, po czym wygrzebałam z niej stary T-Shirt z nadrukiem i znoszone, jeansowe szorty. Przebrałam się w łazience, porwałam deskę i komórkę. Zbiegłam po schodach na dół i mówiąc mamie gdzie idę wyszłam z domu.
Zastanawiałam się po kogo mogę pójść. Justin odpadał. Nie chciałam żeby to wyglądało tak jak nie powinno. W szkole spędzaliśmy stanowczo za dużo czasu. Po za nią postanowiłam poświęcać więcej czasu przyjaciołom.
Zadzwoniłam do Dylana.
- Hej – przywitałam się jadąc na deskorolce.
- Hej.
- Gdzie jesteś?
- W domu – odparł znudzonym głosem. – Nudzę się.
- Jestem przed twoim domem. Chodź do Skate Parku.
- Schodzę – stwierdził, po czym się rozłączył.
Przejechałam przez ulicę i usiadłam na krawężniku. Patrzyłam na zachodzące słońce mrużąc oczy. Wyglądało pięknie zlewając się z palmami przy plaży. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Nagle widok przysłoniły się mi czyjeś dłonie.
-Zgadnij, kto? – usłyszałam bardzo mi znajomy głos.
-Dylan.. – odparłam podsuwając deskorolkę pod stopy.
Ponownie miałam możliwość obserwowania domów przy 7th Avenue, słońca i rozbijających się o brzeg fal.
- Skąd wiedziałaś? – zapytał Dylan trzymając swoją deskorolkę. Stanął przede mną i czekał aż się podniosę.
_________________________
Cieszę się że komentujecie moje wypociny. Dziękuję wam za to!
Kolejny rozdział opublikuję dzisiaj wieczorem. Ten miałam wstawić wczoraj, ale internet mi szwankował i byłam zmuszona zastanawiać się za którą książkę chcę się zabrać.
PS.: Czy ktoś nie ma e-booka "Ulysses Moore: Pierwszy klucz"? Szukałam w internecie ale są same audiobooki a ja chcę to przeczytać sama. Jeżeli ktoś by miał, piszcie w komentarzach.
Skierowawszy się w stronę baru z sałatkami odparłam:
- Powaga.
Alice zaczęła mnie niespokojnie szarpać za ramię. W jej oczach tańczyły iskry zadowolenia. Szczerzyła zęby w nieopanowanym uśmiechu.
Położyłam na tacy sałatkę po grecku i puszkę coli ligth. Zapłaciłam, po czym stanęłam przy filarze gdzie zawsze czekałam na dziewczyny. Wpatrywałam się w osaczony stolik na samym środku stołówki. Nie trudno zgadnąć, kto tam siedział. Bieber. Wokół niego usadowiła się połowa żeńskiej części liceum. Oblepiły go łapami. Można powiedzieć, że go molestowały. No, cóż. Współczuję mu.
Po paru minutach bezczynnego stania i głupiego uśmieszku wysyłanemu, Justinowi kiedy prosił mnie o pomoc wzrokiem zaczęłam się nudzić. Obróciłam się żeby sprawdzić czy Alice i Bonnie zapłaciły za lunch. Nie było ich ani przy kasie ani przy barze z sałatkami. Za to dostrzegłam je jak molestowały Justina bardziej zawzięcie niż cheerleaderki. Obrzydliwe.
Licząc, że nie wyciągnę ich z kręgu zainteresowanym ciałem Biebera poszłam do naszego stolika uśmiechając się, kiedy tylko nasza gwiazdka na mnie spojrzała. Postawiłam tacę na stole nadal nie spuszczając oka z Bonnie i Alice.
- Widzisz to? – zapytał zażenowany Nate patrząc na swoją dziewczynę.
- Jutro wszystko wróci do normy – odparłam dźgając plastikowym widelcem ser feta.
- Nie byłbym tego taki pewny.
Odchrząknęłam. Otworzyłam puszkę coli, po czym upiłam łyk.
- Słyszałem, że z nim siedzisz – odezwał się Dylan przerzucając wzrok z Alice na swojego shake’a truskawkowego.
Potwierdziłam ruchem głowy żując bazylię.
- Słyszałem, że umówiliście się na randkę – dorzucił Nate. – Szybka jesteś nie powiem.
Zaczerwieniłam się. Ale musiałam zaprzeczyć. Bo tak naprawdę nasze spotkanie w piątek to nie randka.
-To nie randka. Po prostu.. przyjacielskie spotkanie.
- Przyjaciele pożerają siebie nawzajem wzorkiem?
Zakrztusiłam się colą, którą przed chwilą wypiłam. Po raz kolejny się zarumieniłam. Bez powodu z resztą.
- Pieprzysz.
Odwróciłam się żeby zobaczyć czy naprawdę pożera mnie wzorkiem. Patrzył w moją stronę, ale nie ujęłabym tego w ten sposób. Powiedziałabym, że naprawdę błaga mnie o pomoc. Ruszyło mnie sumienie. Naprawdę. Mam mu pozwolić tak cierpieć? Może i niektórych chłopaków by to uszczęśliwiło, ale po sposobie, jakim na mnie patrzył domyśliłam się, że jego nie koniecznie.
Zabrałam tacę. Kiedy ją odniosłam pewnym krokiem ruszyłam w stronę stolika Justina. Stanęłam za chłopakiem, złapałam go za ramię, po czym powiedziałam najsłodszym tonem, jakim tylko umiałam:
- Pożyczę go dziewczyny.
Zerknęłam na Dylana i Nate’a. Z zastygłymi uśmieszkami patrzyli na mnie. Pokazałam im język i ciągnąc Justina za sobą wyszłam ze stołówki.
__________________________________
Jest drugi rozdział. On poszedł już łatwiej, chociaż jest krótszy. Zapewniam, że akcja zacznie się rozwijać już niebawem. Ponieważ jestem z rozdziałami do przodu, kolejny pojawi się dzisiaj wieczorem lub jutro rano.